Aktywność zamiast czekania. Historia operacji palucha koślawego u 40-letniej lekarki weterynarii

Aktywność zamiast czekania. Historia operacji palucha koślawego u 40-letniej lekarki weterynarii (2)

Przez lata bagatelizowała pierwsze sygnały. Dyskomfort w butach, lekki ból po długim marszu, sporadyczne obrzęki w okolicy palucha. Jako lekarz weterynarii była przyzwyczajona do pracy w ruchu, a jako miłośniczka gór – do wielokilometrowych wędrówek i biegania.

Problem narastał powoli ale konsekwentnie. W końcu ból zaczął odbierać jej to, co było dla niej najważniejsze – swobodę poruszania się i radość z aktywności.

Nie chciałam czekać, aż deformacja stanie się na tyle zaawansowana, że będę zmuszona zrezygnować z tego, co kocham. Wolałam podjąć decyzję wcześniej, zanim haluks całkowicie mnie ograniczy – mówi Pani Maria, 40-letnia lekarka weterynarii, która zdecydowała się na operację palucha koślawego w Szpitalu na Klinach u dr Mateusza Job.

Dziś patrzy na tę decyzję nie jak na ostateczność ale jak na świadomy krok w stronę dalszej aktywności.

Genetyka i pierwsza decyzja o konsultacji

Pani Maria ma 40 lat i jest lekarzem weterynarii. W ubiegłym roku zgłosiła się na konsultację z powodu palucha koślawego, który zaczął powodować coraz większy dyskomfort. W jej rodzinie problem ten występował od pokoleń – z podobną deformacją zmagała się zarówno babcia, jak i mama. Prywatnie jest osobą bardzo aktywną: biega, chodzi po górach, jeździ na nartach. Ruch to moja pasja. To coś, z czego nie chciałam rezygnować – podkreśla.

Profilaktyka miała swoje granice

Predyspozycje rodzinne to jeden z głównych czynników ryzyka rozwoju haluksów, choć znaczenie mają także budowa stopy, wiotkość więzadeł, przebyte urazy czy długotrwałe noszenie wąskiego obuwia. Pani Maria próbowała działać zachowawczo. Nie chodziłam w butach na wysokim obcasie, ćwiczyłam stopy, spałam z separatorem między palcami. Wiedziałam jednak, że przy utrwalonej deformacji takie działania mogą jedynie spowolnić postęp wady, ale nie cofną jej – mówi.

Czym jest paluch koślawy i dlaczego nie warto go lekceważyć?

Paluch koślawy, potocznie nazywany haluksem, to postępująca deformacja przodostopia. Polega na odchyleniu dużego palca w stronę pozostałych palców oraz przemieszczeniu pierwszej kości śródstopia. Z czasem prowadzi to nie tylko do widocznej zmiany kształtu stopy, ale również do zaburzenia jej biomechaniki.

Zmienia się sposób stawiania stopy, rozkład obciążeń i stabilność podczas chodu czy biegu. W konsekwencji mogą pojawić się stany zapalne, przewlekły ból oraz przeciążenia innych struktur – nie tylko w obrębie stopy, ale także kolan, bioder, a nawet kręgosłupa. To właśnie dlatego haluks nie jest wyłącznie problemem estetycznym.

Pierwsze sygnały – jeszcze do zignorowania

Pani Maria pierwsze objawy zauważyła około 35. roku życia.

Zaczęło się od dyskomfortu w butach, nawet tych zakładanych sporadycznie, na obcasie. Stopa przestawała się w nich mieścić, a w okolicy palucha pojawiał się ból – wspomina.

Początkowo były to dolegliwości, które łatwo było zbagatelizować. Jednak z czasem sygnały ostrzegawcze zaczęły pojawiać się coraz częściej.

Deformacja zaczyna być widoczna

Około trzy lata po pierwszych dolegliwościach pani Maria zaczęła zauważać wyraźne zmiany w ustawieniu palucha. Początkowo były subtelne ale z czasem stawały się coraz bardziej zauważalne. Na początku ból pojawiał się sporadycznie i dało się go zignorować. Prawdziwy problem zaczął się wtedy, gdy dotknął tego, co było dla mnie najważniejsze – moich wypraw w góry – wspomina.

Góry przestały być przyjemnością

Pani Maria od lat dużo chodzi i biega po górskich szlakach. W przypadku palucha koślawego to właśnie przodostopie – które w prawidłowych warunkach odpowiada za funkcję podporową i napędową – zaczyna pracować nieefektywnie. A to ono jest najbardziej obciążane podczas podbiegów i zejść.

Niezależnie od tego, czy miałam na sobie buty z miękką, elastyczną podeszwą, czy sztywniejsze obuwie w wyższe partie gór, pierwsze kilometry zawsze były bolesne. Stopa musiała się jakby „rozruszać”, ścięgna układały się na nowo. Potem było trochę lepiej, ale przy dłuższych trasach, dwudziestu czy dwudziestu pięciu kilometrów, pod koniec dnia ból wracał z podwójną siłą – opowiada.

Najbardziej dokuczliwe były zejścia. To wtedy ciężar ciała przesuwa się do przodu, a palce pracują intensywnie, stabilizując każdy krok. Czułam przeciążenie i ogromny dyskomfort. Z czasem zaczęło to odbierać mi radość z wędrówek – mówi.

I to właśnie ten moment stał się dla niej sygnałem, że czas podjąć decyzję o leczeniu.

Odkładana decyzja

Mimo nasilających się dolegliwości pani Maria przez długi czas nie traktowała problemu jako pilnego. Deformacja nie była spektakularna a haluksy często kojarzą się z bardzo zaawansowanym zniekształceniem stopy. U niej zmiany postępowały powoli i przez pewien czas nie utrudniały jeszcze doboru obuwia ani codziennego funkcjonowania.

Punkt zwrotny nastąpił wtedy, gdy ból przestał być związany wyłącznie z intensywną aktywnością w górach czy podczas biegania. Zaczął pojawiać się także w zwykłych, codziennych sytuacjach.

Świadomość medyczna a moment decyzji

W swojej pracy często widzę, jak decyzja o leczeniu jest odkładana do momentu, gdy problem staje się naprawdę poważny – mówi pani Maria.

Miała świadomość, że w przypadku palucha koślawego zwlekanie ma konsekwencje. Deformacja z czasem postępuje, może prowadzić do wtórnych zmian w pozostałych palcach, przeciążeń stawów śródstopno-paliczkowych i przewlekłych stanów zapalnych. Z literatury medycznej wiedziała również, że wcześniejsza decyzja o leczeniu operacyjnym często oznacza mniej rozległą korekcję i sprawniejszy powrót do aktywności.

To właśnie ta wiedza – połączona z narastającym bólem – sprawiła, że zdecydowała się działać, zanim haluks całkowicie zdominuje jej codzienność.

Obawy przed operacją – czy były uzasadnione?

Zapytana o opinie, z którymi często spotykają się pacjenci – że haluks może wrócić, a rehabilitacja bywa bolesna – pani Maria odpowiada spokojnie i rzeczowo.

Te argumenty mnie nie przekonały. Uznałam, że nie ma sensu znosić bólu przez kolejne lata tylko po to, żeby mieć poczucie, że operację przeszłam „raz na zawsze”. Każda decyzja medyczna wiąże się z pewnym ryzykiem, ale brak działania też ma swoje konsekwencje – mówi.

Podkreśla, że żyjemy w czasach, w których medycyna dysponuje skutecznymi metodami leczenia bólu i nowoczesnymi technikami operacyjnymi. Sama wcześniej przechodziła zabiegi chirurgiczne i ortopedyczne, dlatego nie obawiała się ani znieczulenia, ani samej operacji.

Nowoczesna metoda i stabilizacja implantami

Kluczowe było dla niej to, aby trafić do specjalisty stosującego małoinwazyjne techniki korekcji. W jej przypadku wykonano zabieg z użyciem implantów stabilizujących, które utrzymują kość w skorygowanym, prawidłowym ustawieniu do czasu zrostu.

Zastosowano dwa tytanowe implanty stabilizujące pierwszą kość śródstopia. Ich zadaniem jest zapewnienie trwałości korekcji w okresie gojenia.

Na co dzień ich nie czuję. Nie ograniczają ruchomości, nie powodują dyskomfortu. Funkcjonuję normalnie – podsumowuje.

Dla pani Marii operacja nie była ryzykowną próbą, lecz przemyślaną decyzją opartą na wiedzy i realnej ocenie własnych potrzeb.

Wybór specjalisty i metody leczenia

Specjalistę zajmującego się małoinwazyjną korekcją haluksów pani Maria znalazła w Szpitalu na Klinach w Krakowie. Zabieg przeprowadził dr Mateusz Job, specjalista ortopedii i traumatologii narządu ruchu, który od lat wykonuje operacje palucha koślawego techniką MICA.

Metoda MICA (Minimally Invasive Chevron and Akin Osteotomy) to nowoczesna forma korekcji deformacji, polegająca na przeprowadzeniu zabiegu przez bardzo niewielkie nacięcia skóry. Kości są przecinane poza obrębem stawu, a następnie – pod kontrolą aparatury rentgenowskiej – ustawiane w prawidłowej osi. Po uzyskaniu właściwej korekcji stabilizuje się je tytanowymi śrubami, które utrzymują kość w nowym położeniu do czasu zrostu.

Na czym polega metoda MICA?

Jak wyjaśnia dr Mateusz Job, istotą tej techniki jest minimalna ingerencja w tkanki miękkie oraz precyzyjna korekcja osi kości.

Zabieg wykonywany jest w znieczuleniu i trwa zwykle około 20 minut. Ortopeda wykonuje trzy–cztery bardzo małe nacięcia, o długości zaledwie 2–3 mm. Kość przecinana jest specjalistycznymi narzędziami przeznaczonymi do chirurgii małoinwazyjnej – wymaga to odpowiedniego doświadczenia oraz dedykowanego sprzętu operacyjnego.

Dzięki ograniczeniu rozległości cięć pooperacyjny ból jest zazwyczaj niewielki, a pacjent może obciążać stopę już w dniu zabiegu, korzystając ze specjalnego obuwia pooperacyjnego (ortezy). To jedna z kluczowych różnic w porównaniu z tradycyjnymi metodami operacyjnymi.

W przypadku pani Marii zastosowano tę technikę z użyciem stabilizujących implantów tytanowych, co pozwoliło na precyzyjną korekcję deformacji i szybki powrót do chodzenia.

Przebieg zabiegu i pierwsze tygodnie po operacji

Operację przeszła w połowie października 2025 roku. Sam zabieg trwał około 20–30 minut, a już następnego dnia mogła wrócić do domu.

W pierwszym tygodniu nosiła sztywny opatrunek i poruszała się o kulach, stopniowo wprowadzając delikatne obciążanie stopy. Po siedmiu dniach przeszła na specjalne obuwie pooperacyjne z usztywnioną podeszwą, które odciąża przodostopie i umożliwia bezpieczne gojenie kości. Po dwóch tygodniach zgłosiła się na kontrolę do Szpitala na Klinach, gdzie usunięto szwy.

Implanty i proces gojenia

W śródstopiu ma obecnie dwa tytanowe implanty stabilizujące kość w skorygowanym ustawieniu. Jak podkreśla, w codziennym funkcjonowaniu zupełnie ich nie odczuwa.

Zdarza się jeszcze niewielka tkliwość tkanek miękkich na grzbiecie stopy, zwłaszcza przy zakładaniu bardzo sztywnego obuwia – na przykład butów narciarskich. Jest jednak przekonana, że nie ma to związku z implantami, lecz z naturalnym procesem gojenia tkanek.

Szybki powrót do aktywności

Rehabilitację rozpoczęła wcześnie. Spacery po piasku i pływanie pomogły jej odzyskać zakres ruchu i siłę mięśniową. Już w grudniu wróciła na górskie szlaki. Dziś praktycznie nie pamiętam, że przeszłam operację. Najważniejsze jest to, że odzyskałam komfort w aktywności, która jest moim stylem życia – mówi.

Jej rada dla innych pacjentów

Z perspektywy czasu pani Maria podkreśla, że paluch koślawy to nie wyłącznie defekt kosmetyczny.

To zaburzenie funkcji całej stopy, które może realnie ograniczyć aktywność i jakość życia. Nie warto czekać, aż deformacja stanie się zaawansowana i bolesna przy każdym kroku. Wcześniejsza decyzja o leczeniu daje większą szansę na szybki powrót do normalności – w moim przypadku także do biegania i górskich wędrówek – podsumowuje.

Potrzebujesz konsultacji? Napisz do nas!

Wypełnij poniższy formularz, skontaktuje się z Tobą Opiekun Pacjenta i ustali wszystkie szczegóły konsultacji z lekarzem.

Czytaj dalej

Powrót do sportu bez bólu. Jak operacja haluksa metodą MICA zmieniła codzienność naszego pacjenta

Nie każdy haluks jest duży i wyraźnie widoczny. Czasem deformacja jest subtelna ale to właśnie ona potrafi skutecznie wyłączyć z aktywnego życia. Coraz częściej decyzja o operacji nie wynika z...

Haluksy. Od drobnej zmiany w jednym palcu do poważnych problemów z chodzeniem

To schorzenie często rozwija się powoli i przez długi czas nie powoduje silnego bólu, dlatego wiele osób ignoruje pierwsze objawy. Deformacja palucha koślawego z czasem jednak postępuje – wpływa na...

Operacja haluksów bez długiej rekonwalescencji? Metoda MICA w leczeniu palucha koślawego

Haluksy, czyli paluch koślawy, to problem, który dotyka coraz większą liczbę pacjentów – nie tylko ze względów estetycznych, ale przede wszystkim zdrowotnych. Ból stopy, trudności z chodzeniem, problemy z doborem...

Neuropatia uciskowa nerwu łokciowego – objawy, diagnostyka i leczenie. Neurochirurg wyjaśnia. 

Drętwienie palców, mrowienie w dłoni czy ból promieniujący wzdłuż przedramienia – wielu pacjentów początkowo bagatelizuje te objawy, sądząc, że to chwilowe przeciążenie albo efekt pracy przy komputerze. Tymczasem mogą one...

Napisz do nas